Bądźmy wrażliwi na starocie.

Osobiście stare rzeczy uwielbiam. Jako historykowi sztuki i wiernemu widzowi m. in. kanału Juliana Baumgartnera również konserwacja zabytków jest bliska mojemu sercu. Jednakże wiele razy spotykam się ze znieczulicą i kompletnym ignorowaniem wartości rzeczy i budynków sprzed nawet kilkudziesięciu lat, bo tak jest łatwiej, tak jest funkcjonalniej i kogo to w ogóle obchodzi, ile ma lat i jaka jest tego wartość. Także dziś zamiast omówienia jakiegoś dzieła bądź problemu historyczno-sztucznego zajmę się tym, co mnie boli.

Osobiście byłam przy rozmowie, w której ludzie pracujący, z braku lepszej nazwy, w dziedzinie budowlanej mówili o wstawieniu nowoczesnych elementów w fasadę starej kamienicy, pasujących do niej jak pięść do oka, nie przejmując się opinią konserwatora, sprawującego nad nią pieczę. Na moje pytanie o jednolitość stylową odpowiedź brzmiała "A kogo to obchodzi.". Znany jest mi też przypadek zabytkowego kościółka w jednej z pobliskich wsi, w którym proboszcz bez konsultacji z konserwatorem wymienił oryginalne okno na jakże popularne aktualnie plastikowe. Takich przypadków jest wiele, ba, zdarzają się czasem nawet za przyzwoleniem osoby, która powinna zablokować podobne działania. Jednak duża część społeczeństwa nadal nie ma świadomości, na temat tego, jak istotne i wartościowe są te nieważne rzeczy, które mijają idąc ulicą. Czy wiem, jak tę świadomość i wrażliwość budować? Oczywiście, że nie. Ale mogę spróbować nakreślić szerszy problem, przedstawiając moją opinię na jego temat.

Zacznijmy od słynnej zepsutej konserwacji, z której tak lubimy się śmiać. Każdy zna przypadek fresku Ecce Homo Eliasa Garcia Martineza, "odrestaurowanego" w roku 2012 przez Cecilię Gimenez, osobę absolutnie się do tego nie nadającą. W wywiadzie telewizyjnym stwierdziła ona, iż miała do tego pełne pozwolenie księdza z Sanktuarium Łaski w Borja, gdzie nieszczęsne dzieło się znajduje. Jak na ironię, wydarzenie to przyciągnęło do miasta falę turystów, jednakże czy zniszczenie dzieła było tego warte? Moim zdaniem, nic nie jest tego warte. Powinniśmy chronić nasze otoczenie, zarówno pod względem ekologii, jak i sztuki, w taki sposób, w jaki umiemy, a specjalistyczne działania zostawić profesjonalistom. Myślę, iż w konserwacji sprawdza się jedna z zasad etyki w medycynie - "po pierwsze nie szkodzić".

Ecce Homo, Elias Garcia Martinez, ok. 1930r., stan oryginalny

Ecce Homo, Elias Garcia Martinez, ok. 1930r., stan po "konserwacji" Cecilii Gimenez

Muszę też w tym temacie wspomnieć o tym, że podejście do konserwacji i odbudowy zabytków mocno się zmieniło na przestrzeni wieków. Jeszcze w XVIII wieku, uaktualnianie np. budowli było na porządku dziennym. Tutaj posłużę się przykładem katedry gnieźnieńskiej. Wszyscy znamy ją jako budowlę gotycką, ale nie zawsze taka była. Świątynia w Gnieźnie już w XVII wieku "did a Notre Dame", w wyniku czego straciła dachy, hełmy wież oraz jeden ze szczytów. Jednakże ówcześni architekci nie starali się za wszelką cenę odtworzyć średniowiecznej struktury owego szczytu - zamiast tego powstał element późnorenesansowy. Przy okazji wzięto się również za wnętrze, które zostało brutalnie zbarokizowane. Długo się ten stan nie utrzymał, gdyż w już w wieku następnym kolejny pożar strawił nie tylko te same połacie, co poprzedni, lecz także sklepienia nawy głównej oraz prezbiterium, przez co katedra stała się jeszcze mniej gotycka. Jej odbudową po tej tragedii kierował Efraim Szreger, który nadał świątyni formę klasycystyczną - m. in. przesklepiając wnętrze kolebkowo, dodając do konstrukcji lunety i dostawiając do ścian jakże wtedy modne pilastry. Obecna forma katedry gnieźnieńskiej powstała po 2 wojnie światowej. Przywrócono jej "gotyckość", zrekonstruowano dawne sklepienie krzyżowo-żebrowe. Co ciekawe, pomimo regotyzacji budowli, zdecydowano się na pozostawienie barokowych hełmów wież. Ciężko stwierdzić, czy decyzja o odbudowie w formie gotyckiej była słuszna, gdyż nie brała ona pod uwagę długich dziejów zabytku i jego licznych przekształceń, jednakże osobiście uważam, iż miało to więcej sensu niż próba rekonstrukcji kościoła gotycko-barokowego lub gotycko-klasycystycznego, bądź co gorsza wprowadzenia wszystkich stylów naraz, na równym poziomie.

Katedra w Gnieźnie, fot. Mirosław Skonieczny, 1915r.
Katedra w Gnieźnie, stan obecny
Katedra w Gnieźnie

Samowolka konserwacyjna trwała długo, lecz, przynajmniej w teorii, swój kres miała w wieku XX. Przyczyną tego była Karta Wenecka, będąca międzynarodową konwencją, określającą zasady konserwacji i restauracji zabytków architektury, przyjętą w 1964r. Jednymi z jej głównych założeń było to, iż restaurację miano podejmować jedynie, gdy wystąpi taka potrzeba, posługując się w miarę możliwości materiałami takimi, jak zostały użyte oryginalnie. Zaś w trakcie konserwacji budynku, nie powinno się ingerować w jego wystrój i strukturę przestrzenną - jak to robiono w wiekach poprzednich. Pełen tekst przetłumaczony na język polski można znaleźć tutaj.

I w tym momencie mogę przejść do sprawy najbardziej aktualnej i dla mnie ważnej. Jak wiadomo, w kwietniu 2019 roku miał miejsce pożar paryskiej katedry Notre-Dame, w wyniku którego spłonął oryginalny dach oraz sygnaturka (aka to, co wszyscy dziennikarze błędnie nazywali iglicą) dodana w wieku XIX przez Eugene'a Viollet-le-Duca. Jako, iż jest to jeden z moich ulubionych budynków, dosyć mocno interesuje mnie kwestia rekonstrukcji budowli i kontrowersje z nią związane. Ciężko uwierzyć w sugestię chęci modernizacji choćby części zabytku takiej klasy, jednakże została ona wysunięta, ku niezadowoleniu historyków sztuki i innych osób, że tak to subiektywnie nazwę, myślących. Na szczęście, ostatecznie ma być ona jedynie doprowadzona do stanu sprzed tragedii. W końcu czy można przekształcić budynek tak ikoniczny? Myślę, że nie. Nie wspominając już o tym, iż byłoby to niezgodne ze przytoczoną wyżej Kartą Wenecką.

Katedra Notre-Dame w Paryżu, stan w 1847r.
Katedra Notre-Dame w Paryżu, stan po pożarze
Katedra Notre-Dame w Paryżu, stan po pożarze

Dlaczego więc zabytki mniej znane traktujemy inaczej? Nie jest to łatwe pytanie i pozostawię je bez odpowiedzi. Jednak przy następnym spacerze polecam rozejrzeć się dobrze w poszukiwaniu jakiegoś, nawet małego i głupiego starocia, zasługującego na docenienie, nawet gdy chwilowo stracił swój blask.

Komentarze

Popularne posty