Zachwyt prostotą, mimo wszystko.
Pomimo zarazy, nie będzie dziś o
dżumie (wyjątkowo), ani o tym, że jesteśmy jak od Hoppera. W czasie epidemii
własnoręcznego pieczenia chleba, a także w klimacie wiosny, myślę, że warto
zwrócić uwagę na bardziej optymistyczne i beztroskie tematy niż wspomniane.
Dlatego zajmę się dziś sztuką Zofii Stryjeńskiej, a konkretniej dziełami
związanymi z folklorem polskim.
W ogromnym skrócie, Stryjeńska była
artystką należącą do warszawskiego stowarzyszenia Rytm. Kształtowała się jednak
w środowisku krakowskim, a cechami charakterystycznymi jej stylu są m. in. (wg Dobrowolskiego) uproszczenia sugerowane
przez sztukę ludową, dynamizm, nadal młodopolska stylizacja, a także treści
wywodzące się z folkloru i kultury staropolskiej. Jednakże, nie będę dziś skupiać się na samej
artystce, mimo, iż jest niesamowicie fascynującą osobą. Przejdźmy więc do
sedna.
| Zofia Stryjeńska, Lipiec - Sierpień, 1925r. |
Jeśli ktoś szuka profesjonalnego opisania historii każdego
cyklu i obrazu, trafił w złe miejsce i czas. Zamknęli mi biblioteki, więc nie
tym razem. Znowu będzie bazowanie na moich odczuciach i pseudofilozofowanie,
ale cóż innego mamy teraz do roboty.
Patrząc obecnie na prace Hoppera czuję
pustkę. Czy bez nich nie czułam pustki? Czułam, lecz nie tak głęboką. Sceny z
pojedynczymi, melancholijnie zapatrzonymi w przestrzeń osobami wywołują u mnie
smutek. Dlatego nie patrzę. Stojąc nad przepaścią wolę nie myśleć o tym, jak stroma
jest. Wolę odciągać swój umysł od tragizmu sytuacji, blokować
strach i samotność poprzez zajmowanie się czymś zupełnie przeciwnym. I tu
wchodzi Stryjeńska, cała w kolorach.
| Zofia Stryjeńska, Z gwiazdą, 1918r. |
Pozytywne postacie, ubrane w barwne stroje ludowe,
namalowane w sposób kojarzący się ze sztuką raczej niską, tworzoną przez artystów
amatorów potrafią wprowadzić w życie optymizm. Nie zrozumcie mnie źle, jestem
ogromną fanką melancholii i dobijania się, gdy leży się już na dnie. Jednakże w
obecnych okolicznościach uważam to za fatalny pomysł.
| Zofia Stryjeńska, Kompozycja dekoracyjna z basami, po 1945r. |
Czy trzeba być fanem folkloru, by docenić sztukę Stryjeńskiej? Absolutnie nie. Czy trzeba rozumieć wszystkie z przedstawionych wydarzeń? Też nie. Nie trzeba nawet lubić sztuki samej w sobie. Ale wszyscy ludzie lubią otaczać się pięknem, a jego tym dziełom odmówić nie można.
| Zofia Stryjeńska, Zrywanie jabłek, 1960r. |
Konturowość, operowanie czystymi barwami i dosyć
charakterystycznym światłocieniem (lub jego całkowitym brakiem) połączone z tematami takimi jak np. nigdy nie
przestająca mnie zadziwiać tradycja dyngusa czy codzienne czynności przywodzą
na myśl uczucie sielanki, tak bardzo teraz potrzebne. A kiedy będzie lepsza
okazja na mały, podnoszący na duchu powrót do korzeni niż, gdy jesteśmy
zamknięci w domu z niczym lepszym do roboty niż oglądanie kolejnego serialu na
Netflixie?
![]() |
| Zofia Stryjeńska, Dyngus, lata 40 XX w. |
Nie będę udawać, że jest to tekst merytoryczny. To jedynie
wypociny, które przyszły mi na myśl, gdy po oglądaniu serialu do 5 nad ranem
nie mogłam zasnąć. Nie będę obiecywać, że wrócę do tematu, gdy z powrotem otworzą
przede mną wrota bibliotek, ale zapewne to zrobię. Kto, poza lenistwem, może mnie
powstrzymać.
| Zofia Stryjeńska, Praczki, po 1945r. |
Także myjcie rączki, oglądajcie dobrą sztukę i nie
panikujcie, to moja robota.


Komentarze
Prześlij komentarz