Za piecem


Czym jest prowincja?

Dla Dariusza Czai jest to środek, to jakieś bliskie, konkretne tu, przeciwstawione bliżej nieokreślonemu tam. To osobny kosmos. Zamknięty świat. Teatr powtarzalnych gestów i zachowań. Aktorzy wciąż ci sami. To miejsce urodzenia, miejsce pierwsze, najgłębiej własne*.

Dla Karola Palczaka jest ona Krzywczą – miejscowością na Podkarpaciu, ukazywaną raz po raz w cyklach malarskich, które pojawiły się na wystawie pt. Śreżoga w Fundacji Galerii Foksal. Malowane na cienkiej blasze przybitej do deski przedstawiają charakterystyczny krajobraz małomiasteczkowego wschodu Polski. Wśród widoków zagraconych podwórek i resztek śniegu wśród trawy i błota odnalazłam to, o czym pisał Czaja – środek mojego świata.

To, co najcenniejsze, środek naszego świata, jest zawsze „za piecem”, który jest własnością każdego z nas. Bo każdy ma swój piec. To jest ów środek, centrum, punkt, z którego jesteśmy. Tam zdeponowane jest „wszystko”.

Podwórka Podkarpacia, Podlasia i Lubelszczyzny mają ze sobą dużo wspólnego. Wszystkie trzy postrzegane są często jako te gorsze w stosunku do swych odpowiedników z drugiej strony kraju, te zacofane, nienawidzące postępu i wszystkiego (oraz wszystkich), co ze sobą niesie. Nie mam zamiaru tego negować – w końcu nie jest to do końca kłamstwo. Są to miejsca ze skomplikowaną historią, która ma na nie wpływ nawet teraz. Daje to o sobie znać również w dziełach Palczaka. Z tekstu Andrzeja Przywary towarzyszącego wystawie dowiadujemy się, iż właśnie taka jest Krzywcza. Będąca niegdyś miejscem współżycia wyznawców prawosławia, katolicyzmu i judaizmu, obecnie nękana jest problemami znanymi prawdopodobnie każdej małomiasteczkowej społeczności z tych terenów.


Obrazy epatują niepokojem. Jednocześnie nie jestem w stanie nie czuć pewnego rodzaju ukojenia. Ukazany chaos, przedmioty odłożone na bok „w razie czego”, niszczejące tam przez lata wywołują przebodźcowanie. Obrazy nie są piękne. A przynajmniej nie są piękne w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Nie posunęłabym się również do przywołania kategorii wzniosłości. A jednak przynoszą ukojenie. Czy potwierdza to słowa Czai? Czy trzeba wyjechać ze swojej prowincji, by zrozumieć, że to właśnie w niej pozostała ta najważniejsza część nas?

Patrząc na wizerunki tak przybijające, techniką przywodzące swoją drogą na myśl staropolskie portrety trumienne, mam przed oczami podwórka mojej rodziny w lubelskich miasteczkach i wsiach. Tak smutne i tak dobrze się kojarzące – to chyba najlepsze podsumowanie tej części wystawy w Fundacji Galerii Foksal.

Drugim etapem podróży przez świat Palczaka są obrazy ukazujące scenki z mężczyznami, pełne dynamiki kontrastującej z krajobrazami, gdzie czas zdaje się nie upływać. To tutaj znalazł się cykl dzieł, któremu domaga się uwagi.


Kukła zapłonęła. Czy miała powód? Niezbyt. To, co się liczy to to, iż zapłonęła. Dosłownie i w przenośni.

Ogień Palczaka płonie na blasze. Jest wirtuozerskim oddaniem wyglądu i odczucia płomieni żywych. Hipnotyzuje oddaniem detali, których coraz więcej jest widocznych, im bliżej się zbliżymy. Wydaje się parzyć pociągnięciami pędzla.


Artyście nie sposób odmówić umiejętności. Obrazy, na pozór fotorealistyczne, dużo zyskują przy zbliżeniu. Widzowi ukazuje się ujmująca, hipnotyzująca malarskość.

Jednak nawet będąc w innej sali, całe piętro wyżej, nie sposób wyrzucić z głowy Krzywczy. Odmalowana po mistrzowsku kolektywna rzeczywistość, zacierająca się ze wspomnieniami, mieszkańców wschodnich regionów nie pozwala o sobie zapomnieć. Chwyta za serce i trzyma. Przypomina o moim środku.

Ostatecznie co ze wszystkiego zostaje, to tylko tęsknota […] Tęsknota bez kierunku, bez przedmiotu nawet, samo sedno tęsknoty. Prowincja jest szkołą tęsknoty. Najlepszą i nigdy niezapomnianą.


* wszystkie cytaty pochodzą z książki Dariusza Czai pt. Gdzieś dalej, gdzie indziej

Komentarze

Popularne posty